MSI VERSA 300 Wireles
Strona 1 - Wygląd
Myszki, myszki, myszki... Dziś mamy na rynku, prawdziwe zatrzęsienie tego typu urządzeń. Dawniej podział był jasny, na kategorie gryzoni biurowych i zauważalnie droższych, technologicznie zaawansowanych w optyce, a później w laserowych sensorach, które jednak z czasem poddały się tym pierwszym, będącymi równie dobrymi (w miarę rozwoju technologii), a zauważalnie tańszymi w produkcji. I to zapewne zaważyło o absolutnej dominacji sensorów optycznych, które stabilnie pracują na nierównych powierzchniach, a wspierająca je elektronika praktycznie wyeliminowała ich niedoskonałości w precyzji działania, względem laserowego śledzenia podłoża.
Tak więc mamy dziś do wyboru ofertę kilkudziesięciu marek specjalizujących się w produkcji myszek, choć trzeba też przyznać, że wiele z nich tylko "branduje" swoim logo produkty głównych, chińskich fabryk. Niektóre ich produkty sa bliźniaczo podobne, inne stylistycznie odmienne dla wyróżnienia w "tłumie", więc naprawdę trudno dziś znaleźć coś wybitnego dla siebie. Po wielu latach używania niezliczonej już ilości myszy w moim ręku, wiem, że gryzoń musi mieć to "COŚ", nie tylko parametry pisane na papierze, ale jakąś "magiczną" siłę, że bierzemy go w dłoń i czujemy grę... Klik lewego przycisku jest idealnie wyczuwalny w momencie kiedy chcemy, by pocisk z naszego karabinu czy czołgu, wyleciał właśnie w tej chwili, a celownik w trybie snajperskim podążał idealnie za celem. Dodatkowo nasza dłoń idealnie i wygodnie spoczywa na chwycie lub pozwala na dokładne prowadzenie w chwycie Claw Grip, zwanym też chwytem orła.
Czy właśnie taka będzie prezentowana dziś mysz MSI VERSA 300 Wireles, czy też okaże się klonem masowego "brandu"? Zobaczmy zatem...



Już na opakowaniu widać, że jest to gryzoń swoim kształtem zbliżony do wielu produktów, utrzymujących klasyczny design. Jednak jeśli przyjrzymy się jemu z bliska, weźmiemy do ręki, to okaże się, że jednak inżynierowie projektujący kadłubek tego produktu, trochę się wysilili i zaprojektowali trochę szczegółów, które z pewnością wyróżnią ten model z tłumu podobnych. Obudowa myszki o rozmiarach 125 x 64 x 41 mm, wykonana jest w całości z białego plastiku, w którym na bocznych chwytach dla palców, uformowano geometryczne wzory (DIAMOND PATTERNED SIDEGRIPS), wyraźnie wyczuwalne w dotyku. Fajnie, że nie dano tam jakiejś powłoki z gumy, która po roku czy dwóch zaczyna się nam rozkładać i lepić do dłoni. Zdecydowanie wolę takie rozwiązanie. Górny chwyt kadłubka VERSA 300, jest profilowany łagodnym łukiem, ale ma odpowiednią wysokość, by komfortowo grało się wspierając wewnętrzną część dłoni w chwycie Palm Grip. W tym parametrze można ją porównać do mojego Logitech’a G402, którego "ujeżdżam" na co dzień. Bardzo fajny jest też zestawowy, dwu metrowy kabel, który jest wystarczająco wiotki, by nie przeszkadzał w ruchach myszą i otrzymał tekstylny oplot, który dobrze będzie go chronił (FriXionFree Cable USB-C do USB-A).



Jedynie kółko Scroll’a otrzymało delikatną "oponkę", ale w dotyku nie przypomina ona gumy, a raczej miększy plastik. Być może jest to jakaś mieszanka silikonu, ale mam nadzieję że z czasem nie będzie się ona zaczynała kleić do palca wskazującego. Jej stylistyka również została utrzymana w geometrycznym wzorze, co fajnie komponuje się do całości urządzenia. Za rolką umieszczono pojedynczy przyciska (też lekko kanciasty w wyglądzie), sterujący zmianą czułości pracy sensora. Dla zaawansowanych graczy takie rozwiązanie, oczywiście całkowicie dyskwalifikuje takiego gryzonia w gamingu, bo konieczność przeklikania się między nastawami (tylko w górę DPI) dla trybu pełnoekranowego (na przykład 1600 DPI) i ponownego cofnięcia do trybu snajperskiego (800 DPI), jest fizycznie niemożliwe, szczególnie, że zmiana DPI odbywa się w predefiniowanych ustawieniach 400 / 800 / 1600 / 2400 / 3200 / 4000 / 6400 / 8000 DPI. Ale dla większości domowych graczy, takie rozwiązanie jest wystarczające, bo nie wszyscy zmieniają czułość sensora, a jedynie przechodzą z ustawień Internetowo-biurowych w tryb Gamingowy (czyli stałe ustawienie 1600 / 2400 lub 3200).


Skoro wiemy już, jak MSI VERSA 300 Wireles wygląda na zewnątrz, zajmijmy się teraz tym, co oferuje nam w środku. Otóż od spodu myszy możemy zajrzeć w głąb optycznej soczewki sensora PixArt PAW3104DB, który należy do klasy "średniej" i oferuje nam maksymalną czułość na poziomie do rozdzielczości do 8000 DPI (1000Hz polling rate). Nie jest to jakiś demon dokładności działania, ale z powodzeniem stosuje się go w wielu konstrukcjach, gdzie ważny jest stosunek otrzymywanej wydajności do ceny produktu. Za obsługę przycisków (przynajmniej tych głównych), odpowiadają przełączniki Kailh Micro Switch, a producent deklaruje nam ich żywotność na poziomie około 30 milionów kliknięć. To zupełnie wystarcza, by mieć kilka lat spokoju w codziennym klikaniu.


W spodzie gryzonia ukryto mały schowek, w którym umieszczono micro nadajnik radiowy pracujący w zakresie 2.4 GHz, sterowany technologią MSI SWIFTSPEED, mającą zapewnić nam niskie opóźnienia sygnału. Wszystko to otoczono niezłej klasy ślizgaczami PTFE, dziewiczo zabezpieczonymi do pierwszej rozgrywki.





