2026-02-14 22:43
Autor: Sławomir Kwasowski (SlawoyAMD)
0
SOUNDCORE Liberty Buds
Strona 2 - Testy i Podsumowanie
Czas zobaczyć zatem, co w tym etui się ukrywa. Słuchawki SOUNDCORE Liberty Buds są takim małym dziełem sztuki użytkowej, bo kształt ich kadłubków jest dość skomplikowany. Na pewno jego spodnia część zainspirowana została anatomią ludzkiego ucha, aby dość dokładnie je wypełnić, a jednocześnie pomieścić w sobie całkiem sporo elektroniki i ogromny (jak na tą klasę sprzętu), 11-to milimetrowy przetwornik z membranom z papieru wełnianego.

Czarna wersja otrzymała zewnętrzną stronę kadłubków wykończoną lakierem metalicznym, choć jest on tak głęboki, że można powiedzieć, iż zatopiono w nim spore drobiny brokatu. Efekt ten jest widoczny w słońcu, ale niestety aura ostatnich dni nie sprzyjała sesji zdjęciowej, więc większość zdjęć tego "skrzenia" się nie oddaje.







Ich charakterystycznym wyznacznikiem jest to silikonowe "skrzydełko", którego zadaniem jest blokowanie słuchawki w małżowinie usznej. Według zapewnień producenta, taki rodzaj osadzenia przetworników w naszym narządzie słuchu ma nie powodować uczucia nadmiernego ucisku, jednocześnie zapewnić dość głębokie ulokowanie korpusu w kanale słuchowym, co ma naprawdę spory wpływ na jakość emitowanego ciśnienia akustycznego. I faktycznie wyjście komory przetwornika dość głęboko wnika z środek ucha, choć nie mogę powiedzieć, że jest to idealny sposób mocowania. Kiedy idziemy, poruszamy się normalnie, bez gwałtowniejszych ruchów, wszystko jest OK. Jednak już bieganie, schylanie i jakieś szybsze ruchy głową, mogą doprowadzać do uczucia, że słuchawki się nam obluzowały. Wśród dostępnych "skrzydełek" w zestawie, nie znalazłem jakiegoś uniwersalnego antidotum na to wrażenie, ale może moje ucho nie jest anatomicznie doskonałe. W konkurencyjnym systemie firmy BOZE, też do końca się nie odnalazłem, a nawet mam wrażenie, że system Soundcore jest bardziej stabilny w moim przypadku.



Do konkurenta marki BOZE (model Sport Earbuds), którym akurat wciąż dysponuję, będę tutaj wracał w porównaniach odsłuchowych, bo uważam je za naprawdę doskonałe do słuchania muzyki, a w tym celu głównie wykorzystuję słuchawki dokanałowe. Oczywiście model ten jest już na rynku niedostępny i na pewno technologia w nowych wyrobach tej marki osiągnęła jeszcze wyższy poziom, ale przyjmijmy, że będzie to konkurent z podobnego (wyższego), przedziału cenowego. Mam już taki mały zbiór słuchawek, które pozostały mi przez lata po testach, więc mam jakieś porównanie o postępie w tej dziedzinie sprzętu audio. Wśród tego zbioru, prócz produktu BOZE, konkurencyjny może być jeszcze BELKIN SoundForm Bolt, który również posiada spory przetwornik, jednak grający już trochę w innej lidze cenowej (do około 100 PLN).


Szczególnie to ostatnie zdjęcie oddaje, jak niepozornie wielkością wyglądają Liberty Buds, ale wierzcie mi, wielkość nie zawsze jest wyznacznikiem jakości w audio. Świetnie pokazują to na przykład kolumny podłogowe, które kiedyś dobrze grały, często zajmując sporo miejsca w pokoju. Dzisiejsze kolumny potrafią zagrać z równie dużym ciśnieniem akustycznym, przy znacznie mniejszych rozmiarach skrzyń rezonansowych, a czasami wręcz stanowią system zupełnie otwartych przetworników. Zanim przejdę do opisu wrażeń odsłuchowych, wspomnę jeszcze o aplikacji, którą warto mieć korzystając z słuchawek Liberty Buds i nie tylko, bo jest to program obsługujący większość produktów marki Soundcore. Przede wszystkim ta mała paczka pobrana na nasz smartfon pozwala nam natychmiast zaktualizować firmware do najnowszego (jeśli taki istnieje), a dowiemy się o tym zaraz po wyszukaniu naszego urządzenia.


Dodatkowo dzięki temu programowi będziemy mogli przypisać konkretne funkcje sterowane z powierzchni lewej lub prawej słuchawki i przydzielić im ilość "gestów", czyli w zasadzie puknięć w zewnętrzną powierzchnię kadłubka w rejonie oznaczonym logo "nutki", gdzie ukrywa się sensor zbierający informacje.

Możemy też skorzystać z ogromnego zbioru efektów dźwiękowych, by znaleźć najbardziej odpowiadające nam brzmienie. Co ważne dla osób używających słuchawek głównie do komunikacji lub np. słuchania audiobooków, przewidziano tam ustawienia właśnie dla nich. Naprawdę to bardzo rozbudowana i wszechstronna funkcja.

Zanim przejdę do wrażeń z odsłuchu, musze wspomnieć Wam jeszcze o wsparciu słuchawek Soundcore przez sztuczną inteligencję, która prócz sterowania czterema wbudowanymi mikrofonami (by uzyskać jak najlepszy dźwięk, bez względu gdzie rozmawiamy), pozwala tłumaczyć nam ponad sto języków obcych. I muszę przyznać, że naprawdę to działa, choć sama jakość tłumaczenia może nie zachwyca, ale pozwala zrozumieć ogólny sens tego, co ktoś do nas mówi lub oglądanego programu w TV, czy komputerze. Nie spodziewajcie się jednak, że będzie to tryb konferencyjny, gdzie narracja jest stale tłumaczona. Program ogranicza się do tłumaczenia zwrotu lub kilku niedługich zmian, a przynajmniej było tak podczas tłumaczenia filmu z YouTube. Funkcja ta bardziej nastawiona jest, jako tłumacz krótkich zwrotów do dialogu z osobą obcojęzyczną. Ale ogólnie daje radę i podsuwa nam jakieś gotowe podpowiedzi do dalszej konwersacji. Na telefonie zobaczymy tekst, a w słuchawkach usłyszymy wygenerowany, damski głos, który nam go odczytuje.

No i przyszedł czas, by posłuchać, jak grają SOUNDCORE Liberty Buds. I tutaj zazwyczaj rozbijałem wrażenia na poszczególne rodzaje muzyki, konkretne utwory itp... Powiem krótko, Liberty Buds grają obłędnie. Przynajmniej dla mnie, bo swoim brzmieniem trafiły idealnie w punkt moich upodobań. Nawet bez uruchomienia w aplikacji jakiś ustawień korekcji dźwięku, ich brzmienie było bardzo zbliżone mocą i nasyceniem basów do konkurenta z BOZE, którego do tej pory uważałem za najlepszy wybór w "pchełkach", które do tej pory słyszałem. Oczywiście mówię tu o produktach w rozsądnych pieniądzach, bo są przecież dokanałowe sprzęty za tysiąc, dwa, siedem, dwanaście tysięcy złotych, ale ja ich nie słyszałem, więc odwołam się do zastosowań czysto amatorskich.
SOUNDCORE Liberty Buds są od konkurenta zauważalnie jaśniejsze w brzmieniu, lepiej eksponują środek sceny, a wokale są bardziej precyzyjne. W BOZE dźwięk jest też bardzo precyzyjny, jednak ogólne brzmienie wydaje się o pół tonu obniżone, bardziej mroczne w tle. Trudno to ująć słowami, ale po prostu ja lubię, kiedy gra "dzwonek", słyszeć dzwonek i to nawet lekko natarczywy, lekko (bez przesady), świdrujący moje ucho. Jeśli to ma być mruczenie wiolonczeli (coś w klimacie utworów ENYA), to chcę usłyszeć drżenie pudła rezonansowego, to ma być głębokie, ale czyste zarazem (bez dudnienia). Oczywiście, jeśli słuchasz ostrzejszego w brzmieniu metalu lub Punk’a z rzężącymi gitarami, to dokładność sceny Liberty Buds, może się zgubić (jak w większości słuchawek), ale jest szansa, że za pomocą rozbudowanej korekcji wbudowanej w aplikację, dasz radę coś z nich jeszcze wyciągnąć, kiedy konkurencja polegnie doszczętnie.

Nie będę się tutaj dalej wywodził nad zaletami tego modelu, a i pamiętajcie też proszę, że nie ma tu informacji o materiale sponsorowanym, bo nikt mi za to nie płaci (a szkoda), więc mogę Wam tylko przekazać swoje doznania. Najlepiej udać się do sklepu, gdzie można je odsłuchać osobiście i porównać do swoich upodobań, ale u mnie obecnie Liberty Buds zajęły pierwszą lokatę, jeśli chodzi o słuchanie muzyki i BOZE idą w odstawkę. Świetnie też sprawdzają się w rozmowach telefonicznych, ale tutaj mogę się opierać już na opiniach znajomych, z którymi się łączyłem. Większość była przekonana, że rozmawiam z nimi stacjonarnie ze smartfonu przy uchu, gdy tymczasem byłem w terenie. Również sprawdzały się podczas rozgrywki w World of Tanks, świetnie przekazując plany walki do współtowarzyszy.
Producent obiecuje nam z wyłączoną adaptacyjną redukcją szumów, nawet siedem godzin działania, na jednym ładowaniu słuchawek (z doładowaniem z etui nawet do 30 godzin), natomiast z włączonym systemem ANC, mają działać do 6 godzin słuchania na pojedynczym ładowaniu i do 26 godzin z etui ładującym. Dziesięć minut doładowywania ma nam zapewnić dodatkowe cztery godziny słuchania, ale... No w naturze tak różowo już nie jest i przy głośniejszym słuchaniu słuchawki zaczną się dopominać ładowania już przed upływem pięciu godzin, ale zaznaczam, że to jest opcja niemal ciągłego słuchania. Bo jeśli korzystamy z nich głównie do oczekiwania rozmów telefonicznych i sporadycznych odsłuchów audiobooków, to można niemal zapomnieć o doładowywaniu etui i korzystać z nich ponad tydzień. Poziom tłumienia ANC jest naprawdę dobry, ale w tej dziedzinie nie jestem ekspertem. Dla mnie Liberty Buds na ulicy spisywały się bardzo dobrze, nic nie zakłócało mi konwersacji w trakcie przemieszczania się w pracy czy w sklepach.

Ogólnie... Jestem przerażony postępem, jaki się dokonał w tej dziedzinie urządzeń audio, a szczególnie, jak Chińskie firmy zaczynają dominować na wielu platformach rynkowych. Jeszcze niedawno niema wszyscy śmiali się z ich telefonów czy motocykli, a dziś zajmują one czołowe lokaty sprzedaży. Zapewne niebawem dołączą do tych statystyk chińskie samochody, a wcale się nie zdziwię, że idąc do sklepu ze sprzętem klasy Audio Hi-End, będziemy wybierać ich wzmacniacze lampowe (to już się dzieje) i tranzystorowe... I to nie tylko ze względu na niższe ceny zakupu! Ich produkty stają się coraz bardziej konkurencyjne i nowoczesne, a nie rzadko przebijają dotychczasowych potentatów. A skoro już o cenie była mowa, to ile zapłacimy za te "inteligentne" słuchawki o sporych możliwościach audio? To nowość na rynku, więc na razie niemal wszędzie obowiązuje ich rekomendowana cena 349 PLN, choć można już znaleźć drobne odstępstwa w zasobach platformy Allegro (345 PLN). W tej kwocie, zdecydowanie polecam SOUNDCORE Liberty Buds, szczególnie że pokonały moje dotychczasowe "Numero Uno", czyli BOZE, które w chwili rynkowego startu pięć lat temu, dobijały do kwoty 800 PLN...

Podziękowania dla firmy SOUNDCORE za udostępnienie sprzętu do testów.

Sponsorem platformy testowej, jest marka AOC




